czwartek, 23 października 2014

Staż

Zaraz po świętach Wielkanocnych czekał mnie trzytygodniowy staż w szkole Bernardus College, która jest po prostu zwykłym gimnazjum, o dumnej nazwie college. Celem tych kilkunastu dni było sprawdzenie, która klasa jest dla mnie odpowiednia, bym mogła być na bieżąco i gdzie poradziłabym sobie z moim zasobem słów w języku Niderlandzkim, którego uczyłam się przez poprzednie pół roku. Dawało to też obraz nauczycielom, na jakim poziomie jestem i pomogło im to, w poradzeniu mi ewentualnego kierunku.
Pierwszego dnia dyrektor pierwszego stopnia, do którego zaliczał się drugi rok, gdzie zamierzałam iść, zaprowadził mnie do klasy, której członkiem miałam się stać. Przedstawił mnie i wytłumaczył wszystkim, co robię w szkole, po czym mogłam zająć miejsce i odpowiedzieć na kilka pytań od nauczyciela oraz paru uczniów. Staż był całkiem ciekawym doświadczeniem, zostałam ciepło przyjęta i ciągle ktoś mi towarzyszył i zagadywał, bym nie czuła się w żaden sposób "odrzucona". Każdy z nauczycieli wręczył mi kserokopie potrzebnych materiałów i dzięki temu mogłam brać czynny udział w lekcjach, co było równe temu, że pisałam każdy test oraz miałam obowiązek robienia wszystkich zadań. Wyniki były zapisywane na raporcie, a ja sama - na prośbę koordynatorki okana- prowadziłam dziennik, w którym zapisywałam moje odczucia, wrażenia, sukcesy, jak i rzeczy, które mnie nie zadowalały. Musiałam dodawać wpis każdego dnia i opowiadać o tym co działo się te kilka godzin temu w szkole. Na sam koniec dostałam od dwóch dziewczyn płytę ze zgranymi kilkoma piosenkami, jako prezent pożegnalny. Urocze, prawda? Oczywiście jaka była moja radość, kiedy w końcu mogłam wrócić do mojego kochanego okana. Przysięgam, że jeszcze nigdy nie mówiłam tak dużo jak wtedy. Na każdej lekcji opowiadaliśmy o tym jak spędziliśmy ostatnie tygodnie i wymieniliśmy się spostrzeżeniami na temat szkół w Belgii i porównaliśmy, jak różni ludzie, w różnym wieku odbierają obcokrajowców. Te staże dały nam bardzo wiele, pokazały czego możemy spodziewać się zaraz po wakacjach i przygotowały na odmienne scenariusze tego, co może się wydarzyć. Pomogły mi także dostać się na kierunek, którym zajmuję się teraz, czyli ekonomię z pięcioma godzinami matematyki (co daje mi luzy z francuskiego, który pozostaje dla mnie czarną magią). Ciągle mam w głowie mój staż oraz to, co dzieje się teraz i szczerze powiedziawszy, to są dwie zupełnie skrajne rzeczy.

A jak wam idzie w szkole? Co sądzicie o takim stażu przygotowawczym? 

                            i selfies z dziewczynami z Albanii, Dominikany i Indii :D

niedziela, 12 października 2014

OKAN - mój początek

Piątkowa noc, 27 września 2013 roku. To właśnie wtedy po raz pierwszy stanęłam przed budynkiem, który stał się moim aktualnym domem i to też w tamtym momencie uświadomiłam sobie, co się właściwie dzieje. Dotarło do mnie, że wyjechałam do zupełnie nieznanego mi kraju, zostawiając za sobą przyjaciół, rodzinę, szkołę i dawną mnie. Nie zachwycała mnie ta myśl, czułam, że zostałam całkiem sama wyrzucona na sam środek wielkiego morza.

W poniedziałek, dwa dni później, poszłam zapisać się do szkoły, która tak naprawdę jest technikum o profilu mechaniczno-budowlanym, ale w jednym z budynków placówki znajduję się klasa, zwana OKAN. Jest to skrót od OnthaalKlassen voor Anderstalige Nieuwkomers. Po naszemu jest to po prostu klasa do obcokrajowców, którzy nie znają języka niderlandzkiego.W klasie znajdują się osoby od 12 do 18 roku życia i uczęszczają tam tak długo, jak tylko trzeba. Były osoby, które spędziły tam 2 lata, inne rok, a jeszcze inni kilka miesięcy.
Kiedy dołączyłam do tej grupy razem z początkiem października, było tam zaledwie 10 osób, wliczając w to mnie i mojego brata, w maju przerodziło się to w 22 osoby z różnych stron świata. Byli tam ludzie z Indii, z Maroka, Syrii, Dominikany i wielu innych.
Dziewięć miesięcy, które tam spędziłam nauczyły mnie naprawdę wiele, a zwłaszcza tolerancji do innych kultur, religii i zachowań. Mnóstwo rzeczy mnie szokowało, zniesmaczało oraz odpychało, jednak wtedy myślałam sobie, że niektóre z moich odruchów, gestów, czy czegokolwiek innego, mogło wywoływać zupełnie taką samą reakcję u tych ludzi. W końcu hej, wszyscy jesteśmy inni, inaczej wychowani. Nie miałam prawa nikogo oceniać.
Prawda jest taka, ze pobyt w tej klasie to jedna, wielka i wspaniała przygoda. Zaprzyjaźniam się z ludźmi z drugiego końca świata, dostałam też szansę poznania ich historii i światopoglądów, które tak bardzo odbiegały od moich. W tamtym czasie moją najlepszą przyjaciółką stała się dziewczyna, która pochodzi z Kosowa i jest ode mnie co prawda  starsza o prawie trzy lata, ale mimo to znalazłyśmy jakąś nić porozumienia. Jednak już trzy miesiące po mnie, do klasy dołączył kolejny chłopak z Polski, kim bym była, gdybym to nie z  nim rozmawiała najwięcej?

Jeżeli chodzi o nauczycieli, to byli to naprawdę świetni ludzie z dystansem do siebie, poczuciem humoru i pełni zrozumienia. Nie prowadzili oni typowych lekcji, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Mogliśmy na nich swobodnie rozmawiać, oczywiście w granicach rozsądku i szacunku. Wdawaliśmy się w konwersacje na temat trwającej lekcji, staraliśmy jak najlepiej opisać nasze myśli i wyrazić zdanie. Nie było to proste zadanie, kiedy nasz zasób słów był tak ograniczony.

Staram się mówić o OKANie jak najlepiej, bo naprawdę dzięki tej klasie zyskałam wiele, ale nie od początku byłam do tego tak świetnie nastawiona. Po przeprowadzce byłam obrażona na rodziców i na cały świat, nie chciałam chodzić do szkoły, rozmawiać z kimkolwiek, jedyne na czym mi zależało to aby przetrwać do tej 16 godziny i wrócić do domu. Dopiero w grudniu, kiedy w miarę opanowałam język, postanowiłam się otworzyć na swoją klasę, która chciała dotrzeć do mnie od już dwóch miesięcy. Wtedy czułam się naprawdę szczęśliwa, otaczali mnie ludzie, którzy doskonale rozumieli w jakiej jestem sytuacji i to mi pomagało.

I dziś tęsknię za tymi właśnie ludźmi, za tym zrozumieniem i przyjazną atmosferą.
Staram się tym nie żyć, zacząć od nowa, w innej szkole, nie jest to łatwe, bo moja skala porównawcza jest wręcz skrajna i ciągle nie mogę przywyknąć do nowej sytuacji.

Pokuszę się o pytanie, jak wy wyobrażaliście sobie początek w nowym kraju?

sobota, 11 października 2014

Witajcie!

Na sam początek się przedstawię. Otóż mam na imię Sara, jestem piętnastolatką i od roku mieszkam w Belgii. Stworzyłam tego bloga z myślą o przybliżeniu wszystkim, jak wygląda życie w zupełnie obcym kraju. Doskonale wiem, że nie jestem żadnym wyjątkiem pod tym względem i że wiele osób zdążyło się już przeprowadzić za granicę, ale hej, każdy ma swoją historię i przeżycia z tym związane, pomyślałam, że fajnie byłoby opowiedzieć wam, jak to było ze mną. W trakcie prowadzenia tego bloga chciałabym przedstawić wam jak przeprowadzka wpłynęła na mój światopogląd, charakter i jak wielką rolę odegrała w kształtowaniu całej mojej osoby. Postaram się jak najlepiej opisać moje "pierwsze kroki" tutaj, w Belgii i jak wszystko wygląda teraz. Mam nadzieję, że was nie zanudzę i choć trochę polubicie moje posty :) A póki co, miłego weekendu!