Piątkowa noc, 27 września 2013 roku. To właśnie wtedy po raz pierwszy stanęłam przed budynkiem, który stał się moim aktualnym domem i to też w tamtym momencie uświadomiłam sobie, co się właściwie dzieje. Dotarło do mnie, że wyjechałam do zupełnie nieznanego mi kraju, zostawiając za sobą przyjaciół, rodzinę, szkołę i dawną mnie. Nie zachwycała mnie ta myśl, czułam, że zostałam całkiem sama wyrzucona na sam środek wielkiego morza.
W poniedziałek, dwa dni później, poszłam zapisać się do szkoły, która tak naprawdę jest technikum o profilu mechaniczno-budowlanym, ale w jednym z budynków placówki znajduję się klasa, zwana OKAN. Jest to skrót od OnthaalKlassen voor Anderstalige Nieuwkomers. Po naszemu jest to po prostu klasa do obcokrajowców, którzy nie znają języka niderlandzkiego.W klasie znajdują się osoby od 12 do 18 roku życia i uczęszczają tam tak długo, jak tylko trzeba. Były osoby, które spędziły tam 2 lata, inne rok, a jeszcze inni kilka miesięcy.
Kiedy dołączyłam do tej grupy razem z początkiem października, było tam zaledwie 10 osób, wliczając w to mnie i mojego brata, w maju przerodziło się to w 22 osoby z różnych stron świata. Byli tam ludzie z Indii, z Maroka, Syrii, Dominikany i wielu innych.
Dziewięć miesięcy, które tam spędziłam nauczyły mnie naprawdę wiele, a zwłaszcza tolerancji do innych kultur, religii i zachowań. Mnóstwo rzeczy mnie szokowało, zniesmaczało oraz odpychało, jednak wtedy myślałam sobie, że niektóre z moich odruchów, gestów, czy czegokolwiek innego, mogło wywoływać zupełnie taką samą reakcję u tych ludzi. W końcu hej, wszyscy jesteśmy inni, inaczej wychowani. Nie miałam prawa nikogo oceniać.
Prawda jest taka, ze pobyt w tej klasie to jedna, wielka i wspaniała przygoda. Zaprzyjaźniam się z ludźmi z drugiego końca świata, dostałam też szansę poznania ich historii i światopoglądów, które tak bardzo odbiegały od moich. W tamtym czasie moją najlepszą przyjaciółką stała się dziewczyna, która pochodzi z Kosowa i jest ode mnie co prawda starsza o prawie trzy lata, ale mimo to znalazłyśmy jakąś nić porozumienia. Jednak już trzy miesiące po mnie, do klasy dołączył kolejny chłopak z Polski, kim bym była, gdybym to nie z nim rozmawiała najwięcej?
Jeżeli chodzi o nauczycieli, to byli to naprawdę świetni ludzie z dystansem do siebie, poczuciem humoru i pełni zrozumienia. Nie prowadzili oni typowych lekcji, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Mogliśmy na nich swobodnie rozmawiać, oczywiście w granicach rozsądku i szacunku. Wdawaliśmy się w konwersacje na temat trwającej lekcji, staraliśmy jak najlepiej opisać nasze myśli i wyrazić zdanie. Nie było to proste zadanie, kiedy nasz zasób słów był tak ograniczony.
Staram się mówić o OKANie jak najlepiej, bo naprawdę dzięki tej klasie zyskałam wiele, ale nie od początku byłam do tego tak świetnie nastawiona. Po przeprowadzce byłam obrażona na rodziców i na cały świat, nie chciałam chodzić do szkoły, rozmawiać z kimkolwiek, jedyne na czym mi zależało to aby przetrwać do tej 16 godziny i wrócić do domu. Dopiero w grudniu, kiedy w miarę opanowałam język, postanowiłam się otworzyć na swoją klasę, która chciała dotrzeć do mnie od już dwóch miesięcy. Wtedy czułam się naprawdę szczęśliwa, otaczali mnie ludzie, którzy doskonale rozumieli w jakiej jestem sytuacji i to mi pomagało.
I dziś tęsknię za tymi właśnie ludźmi, za tym zrozumieniem i przyjazną atmosferą.
Staram się tym nie żyć, zacząć od nowa, w innej szkole, nie jest to łatwe, bo moja skala porównawcza jest wręcz skrajna i ciągle nie mogę przywyknąć do nowej sytuacji.
Pokuszę się o pytanie, jak wy wyobrażaliście sobie początek w nowym kraju?
Ja bym tego nie przeżyła, a początek wyobrażam sobie za masakryczny, ciężki jak cholera i bardzo ci współczułam i współczuję do dziś :/
OdpowiedzUsuńsnickerslifestyle09.blogspot.com
Wiesz, w okanie było mi prościej niż jest teraz, więc jak na to patrzę, to w sumie nie miałam prawa wtedy narzekać
Usuń